Zapasy dla dzieci. Andrzej Supron: Walka zapaśnicza najbezpieczniejszą z możliwych

Adam Supron, multimedalista mistrzostw świata i Europy, wicemistrz olimpijski z Moskwy w zapasach organizując akcję ?Zapasy w każdej szkole?, postawił sobie za zadanie wprowadzenie tej dyscypliny na lekcje wf-u. Junior.sport.pl opowiedział o korzyściach, jakie płyną z uprawiania zapasów przez dzieci.
Więcej o zapasach dzieci przeczytasz na stronie internetowej "Zapasy w każdej szkole"

Paweł Jeleniewski: Jak zachęcić dziecko do uprawiania sportu?

Andrzej Supron: Żeby zachęcić dziecko, trzeba mu zapewnić rywalizację. To jest najlepsza forma motywująca dzieci. Większość dzieci nie lubi przegrywać. Rywalizacja polega na tym, że oni muszą wykonać wspólnie jakieś zadanie i nie do końca to jest tak, że ktoś kogoś przewróci, tylko że jeden wykona jedno zadanie lepiej, a drugi drugie. Istotą tego wszystkiego jest to, żeby robiły to pod okiem fachowca, wykonywały ćwiczenia, które angażują symetrycznie cały aparat ruchu. Dziecko, jak poczuje miękkość pod stopami, to od razu ma ochotę hasać. I tu właśnie potrzebny jest specjalista, który pokaże, jak zrobić przewrót, jak ułożyć głowę, rączki, żeby nie zrobić sobie krzywdy i żeby dziecko nauczyło się prawidłowych odruchów, które występują w zapasach.

W momencie, kiedy stwarza się dzieciom możliwość rywalizacji, mają one ogromną chęć, są wręcz nie do zatrzymania. Poziom adrenaliny u małego dziecka jest tak wysoki, że ciągle by się ruszało, biegało i to trzeba wykorzystać w sposób umiejętnym.

Jak wyglądają pierwsze treningi?

W tej początkowej fazie nie ma specjalizacji. Niektórym się wydaje, że może tworzyć patologiczne zmiany w organizmie dziecka. To jest oczywiście bzdura. Patologia może nastąpić dopiero przy wyczynie, kiedy zawodnik trenuje minimum 8 lat. Poza tym w zapasach trudno o coś takiego, bo jak wcześniej wspomniałem angażuje się cały aparat ruchowy symetrycznie.

W ogóle, jakby przyjrzeć się zapaśnikom, niektórzy myślą, że to są tacy mali, krępi ludzie. Nic bardziej mylnego. Są i wysocy. Najlepszym przykładem Arsan Durski, który miał 214 cm wzrostu, ani grama tłuszczu. Był świetnym zawodnikiem. Oczywiście jest to sport siłowy i co za tym idzie, muszą być mięśnie, ale broń Boże mięśnie kulturystyczne, bo to zaburza koordynację i zmniejsza wydolność. Są to więc mięśnie ukształtowane, ale w żadnym razie kulturystyczne.

Rozwój aparatu to jedna z zalet zapasów, jakie inne korzyści niosą ze sobą zapasy?

Dziecko, które uprawia zapasy nie czuje się popychane przez każdego. To niezwykle ważne. Co więcej zapasy potrafią z wady zrobić atut. Przykład, wychodzi na matę taki grubasek, wygrywa i jest hero! Przy meczach zapaśniczych może być tak, że na matę wychodzi jako ostatni, walczy na końcu i przechyla szalę zwycięstwa. Jest największym bohaterem. Dodatkowo jeszcze z takiej wady, bo to czasem są otyłe dzieci, robi atut. To jest dodatkowa motywacja do treningu. Z czasem takie grubaski robią się okazami zdrowia, wspaniale wysportowanymi młodymi mężczyznami o dużych gabarytach.

Z moich doświadczeń, pamiętam, jak zobaczyłem pierwszy raz trening zapaśniczy, jak zobaczyłem, jak robią fiflaki, przewroty. Pomyślałem, że gdybym to pokazał w szkole, to byłbym ktoś, byłbym ważny i wszyscy by mi zazdrościli.

Dlaczego wybrać dla dziecka zapasy, a nie inną dyscyplinę z grona sztuk walki?

Zapasy są najlepszą dyscypliną ogólnorozwojową dla dziecka, bo nie tylko tak jak powiedziałem angażują symetrycznie aparat ruchowy, ale wzmacniają również psychofizycznie.

Poza tym walka zapaśnicza jest najbezpieczniejszą walką z możliwych. U nas nie ma ani uderzeń, ani dźwigni, ani duszenia, nie ma nic, co mogłoby zaszkodzić zdrowiu przeciwnika. O wyniku decyduje siła, zręczność i wytrzymałość. W boksie trzeba uderzyć, w judo przydusić, w szermierce trzeba dźgnąć. Już o karate i innych "chuś, duś, puść" nie wspomnę.

Próbował ze mną dyskutować Paweł Nastula w obronie własnej dyscypliny. Zapaśnicy są bardziej wszechstronni i tego też nie negował.

Chodzi też o powszechność. Żeby uprawiać judo, potrzebne jest kimono. Nie każdego rodzica na to stać. Takie kimono trzeba przechowywać, prać. A w zapasach tylko koszulka i spodenki. Każde dziecko ma to w domu. Oczywiście, jak startuje w pierwszych zawodach, to dochodzą do tego jeszcze buty i kostium, który jest tańszy niż koszulka i spodenki.

Wracając do tematu, zależy mi na tym, żeby zmienić stereotyp, że zapasy są niebezpieczne i można się połamać. Nic bardziej mylnego. Sprawność dziecka, którą ono nabędzie w tym okresie, zaowocuje później. Ja się nauczyłem dzięki zapasom, że jak się potykam - można skręcić kostkę, kiedy się blokuje nogę - to się przewracam, skaczę tygrysem, "pyk" i wstaję. Mimo swoich sześćdziesięciu kilku lat prowadzę zajęcia z dziećmi i pokazuję, jak prawidłowo zrobić przewrót, jak stanąć na rękach, na głowie.



Patronuje pan akcji "Zapasy w każdej szkole", czego pan po niej oczekuje?

Chcielibyśmy uświadomić zwłaszcza dyrekcjom szkół, że zapasy na etapie I-III są sportem wszechstronnie rozwijającym dzieci i niezbędnym. W pierwszych trzech klasach zajęcia wf prowadzą często panie od nauczania początkowego. Są to panie od śpiewu, rysunku i niestety często nie znają się na fizjologii dziecka. W ramach wychowania fizycznego dzieci bawią się w "chodzi kózka koło krówki". Masakra.

W innych krajach na tym etapie edukacji - Skandynawia, USA - zapasy to jedna z najbardziej popularnych dyscyplin. Może Amerykanie nie mają wielkich sukcesów w zapasach, ale w innych sportach są naprawdę dobrzy. To dlatego, że są bardzo wszechstronni. Na przykład Carl Lewis, świetny lekkoatleta, wyszedł z zapasów.

Poza tym zawodnicy z USA są nastawieni "forward". Mogą być końmi bożymi, mogą być 10., 15. na świecie, ale na zawodach "idą" jak potencjalni zwycięzcy. To jest super cecha. W sporcie wręcz nieodzowna, czyli wiara we własny sukces.

Uważa pan, że zapasy to recepta na udany wf?

Ostatnio bardzo dużo mówi się o zwolnieniach z wf. To dobrze. Ale żeby zatrzymać dziecko na sali gimnastycznej, trzeba mu dać coś, co będzie bardziej atrakcyjne niż ogłupiające gry komputerowe. Nie mówię o internecie, bo na jakimś etapie jest on dobry. Niestety przez te gry ucieka ono w wirtualny świat. Chce walczyć? Proszę bardzo, walczy. Strzelać? Strzela. Robi przewroty, cuda na kiju. Niestety wirtualnie. To jest nasz ogromny przeciwnik.

Naszym hasłem jest wychowanie zdrowego społeczeństwa. Nie oszukujmy się, mamy chore społeczeństwo pod względem fizycznym. Zaczynamy się robić otyłym społeczeństwem.

Dlatego zależy nam, żeby wprowadzić do szkół zajęcia zapaśnicze, a tak naprawdę żeby w każdej szkole była mata zapaśnicza.

W ramach akcji podróżują państwo po Polsce i organizują turnieje zapaśnicze dla dzieci ze szkół podstawowych. Jak one wyglądają?

Robimy zapasy na wesoło. Uprościliśmy zasady, jak tylko można. Pierwsza runda odbywa się na zasadzie, kto kogo wypchnie poza matę lub obali do pozycji leżącej bez użycia jakichkolwiek chwytów zapaśniczych.

Druga zaczyna się od tego, że jeden z zawodników klęczy w parterze, podpiera się rękami, a drugi łapie w pas i ten na dole ma za zadanie wstać. Drugie dziecko nie może do tego dopuścić. Za wstanie są dwa punkty. Za utrzymanie 1 punkt. Potem zamieniają się miejscami.

Trzecia runda jest najbardziej zabawna. Dzieci na gwizdek łapią taką dużą piłkę o średnicy około 60 centymetrów. Które ją wyciągnie za matę, wygrywa. Tu emocje są niesamowite. Widzę, jak dyrektorzy, nauczyciele się angażują, emocjonują. To dobrze, to jednoczy szkołę.

Zawsze podczas naszych wydarzeń sportowych robimy najpierw trening z dziećmi, a potem trochę starsi od nich zawodnicy pokazują elementy gimnastyczne, które wykonujemy w czasie treningu: rundak, fiflak, salto, przewroty. Na koniec jeszcze elementy techniki. Dzieci obserwują to wielkimi oczami.

Damian Janikowski: Zapasy u dzieci wyrabiają charakter wojownika