Slow parenting czyli rodzicielstwo bez presji

W wolnych chwilach grają w gumę i kopią piłkę nawet, gdy za oknem leży śnieg. Chodzą na angielski i judo, ale po zajęciach kładą się na łóżku i myślą o ?niebieskich migdałach?. Oto dzieci rodziców wyznających filozofię slow parenting.
Slow parenting

Nurt został zapoczątkowany we Włoszech w latach 80-tych, jako przeciwwaga przygotowywania dzieci do "wyścigu szczurów", dążenia do ich perfekcjonizmu i nadmiernego skupienia uwagi na rozwoju. Rodzice wyznający jego filozofię buntują się przeciwko maniakalnemu edukowaniu dzieci za wszelką cenę, tworząc maluchom przestrzeń do eksperymentowania, pobudzania ich inwencji twórczej.

Slow parenting opiera się na spędzaniu z dzieckiem czasu, ale jako towarzysze w codziennym życiu, a nie osoby, które zarządzają jego każdą minutą. Jeśli organizujemy dzieciom cały czas, nie dając im pola do organizowania sobie dnia, pozbawiamy je z umiejętności samodzielnego myślenia, planowania. Dzieci nie wypracowują w sobie wytrwałości, ani postawy badawczej, która kreatywnie je pobudza do działań. Niespieszne rodzicielstwo pozwala malcom ganiać się dookoła podwórka, bez celu biegać za piłką , skakać na skakance do znudzenia. Zakłada też zgodę na stłuczone kolano, a nawet zadrapanie na policzku w wyniku kłótni z kolegą.

Sceptycy boją się jednak, że gdy przestaną organizować dziecku każdą minutę, ono będzie się nudzić i marnować czas. - Nic bardziej mylnego. Dziecko potrzebuje chwili tylko i wyłącznie dla siebie. Musi nauczyć się odpoczywać, rozmyślać o życiu i świecie, pobudzać kreatywne myślenie. - mówi Monika Perkowska. Nie oznacza to jednak, że rodzic powinien teraz w zupełności zrezygnować z tworzenia edukacyjnych sytuacji. - Dorosły ma za zadanie również stwarzać okoliczności problemowe, sprzyjające uczeniu wytrwałości, kreatywności, ale bez wyręczania dziecka. Stawiamy mu małe cele i dbamy o to, aby ono realizowało je samo - dodaje pani Monika.

Niespieszne rodzicielstwo w sporcie

Podążając tokiem myślenia nurtu slow parentingowego, można wysnuć wniosek, że rodzic powinien zrezygnować z wszelkich zorganizowanych zajęć pozaszkolnych. Nie do końca tak jest. Sportowe spotkania z trenerem i drużyną stanowią solidny bodziec do przyswajania nowych umiejętności, rozbudzania głodu wiedzy i doskonaleniu się w poszczególnych działaniach. Kluczowym elementem wychowania jest równowaga w każdej dziedzinie życia. Zajęcia na sali gimnastycznej to nic innego jak organizowanie dziecku zadań problemowych, które uczą systematyczności, współdziałania w grupie. Klucz do sukcesu polega na tym, aby dziecko po powrocie do domu miało możliwość przyswoić sobie wiedzę, którą wyniosło z zajęć oraz przemyśleć napotkane problemy. A problemem może być wszystko: przegrana rozgrywka, kłótnia z kolegą, stracony serw. Wolny czas stanowi moment, w którym malec "przetrawi" to, co go spotkało.

Slow parenting w praktyce

Niespiesznie rodzicielstwo wprowadzamy w bardzo prosty sposób: wyłączamy telewizor, zmniejszamy dziecku liczbę zajęć dodatkowych, pozwalamy mu pobyć z samym sobą bez narzucania konkretnych czynności. Zabawki nie powinny stanowić "gotowców". Pozwólmy malcowi z pudełka stworzyć kuchenkę, a z kartki papieru komputer. Starsze dzieci tym bardziej potrzebują czasu dla siebie i przestrzeni, aby móc przemyśleć aspekty ze swojego życia. Przepełniony przedmiotami pokój nie sprzyja jednak atmosferze zadumy. Nie oznacza to, że rodzic powinien narzucić przymus ascetyzmu, jednak "uszczęśliwianie" dziecka coraz to nowszym sprzętem nie stanowi bodźca, a doprowadza to przesytu.

Slow parenting potrafi wykazać, jak bogatą osobowość ma dziecko. Niesamowitą wartością tego nurtu jest założenie, iż rodzic staje się obserwatorem, partnerem, dyskretnym inspiratorem, doradcą, a przede wszystkim podporą w każdym momencie życia dziecka.

Więcej o: