Ryszard Szurkowski: Następcy Kwiatkowskiego muszą mieć charakter

Jak wychować kolarskiego mistrza? - Zachęcać do sportu. I liczyć się z kosztami - mówi Ryszard Szurkowski, kolarz, czterokrotny medalista Mistrzostw Świata, olimpijczyk, w latach 2010-2011 prezes Polskiego Związku Kolarskiego.

Michał Brzozowski: Jak rozpalić w dziecku iskrę kolarstwa?

Ryszard Szurkowski: Początkowo to rodzice decydują o tym, czy ich dzieci będą zajmowały się sportem, czy będą wchodziły w życie ze sportem w roli głównej. Na zawody MTB w których biorą udział amatorzy, przyjeżdżają rodzice nawet z 4-latkami. Takie imprezy nie wymagają jeszcze systematycznego treningu, chodzi głównie o pokonanie dystansu. To często dobry bodziec, by zainteresować się kolarstwem, impuls do systematyczności. Zawody rozbudzają również zamiłowanie do rywalizacji, choć oczywiście, nie u każdego.

Po czym poznać, że mamy w domu przyszłego mistrza kolarstwa?

Często są to dzieci, u których widać pociąg do rywalizacji. To także osoby, które nie boją się podejmowania wysiłku. Na zawodach MTB trzeba mierzyć się z podjazdami, pokonywać piach, przenosić rower. Jeśli mimo wszystko po przekroczeniu mety dziecko jeszcze ma energię, jeździ na rowerze po placu i na dodatek pyta „Tato, czy przyjedziemy też za tydzień?” to prawdopodobnie mamy dobry materiał na przyszłego mistrza i wśród takich dzieci należałoby poszukiwać następców Kwiatkowskiego czy Majki. Najlepsi sportowcy mają charakter, chcą być coraz lepsi, lepsi od siebie z dnia wczorajszego, z czasem lepsi od swoich rówieśników.

Trzeba zachęcać, ale nic na siłę. Jeśli mimo wysiłków rodzica dzieci nie wykazują silnej chęci do brania udziału w tego typu imprezach, to dajmy sobie spokój. Poprzestańmy na weekendowych wycieczkach rowerowych i rozbudzaniu pasji do sportu amatorskiego.

Czy jest jakiś idealny wiek na rozpoczęcie kolarskiej drogi? Kiedy jest już za późno?

Wydaje mi się, że w kolarstwie nie ma co do tego sztywnych reguł. Trudno mi powiedzieć, czy 8 lat to za wcześnie, a 16 za późno. Treningi kolarskie rozpoczynają często 14-16-latkowie. Jest to odpowiedni wiek pod warunkiem, że wcześniej taki nastolatek zajmował się sportem na co dzień. Nie unikał WF-u, grał w piłkę, pływał, brał udział w imprezach sportowych.

Natomiast jeśli do 16 roku życia nie robił nic, do tego przybrał kilkanaście kilogramów za dużo, to trudno będzie go przekonać, że wysiłek to coś ciekawego, fajnego. Pozostaje wtedy rekreacja, ale i pod tym kątem warto zachęcać młodzież do uprawiania sportu.

Wychodzi na to, że tak naprawdę to charakter w dużej mierze decyduje o predyspozycjach?

Swego czasu byłem zawodnikiem, później trenerem. Zawodnicy, którzy odnosili sukcesy, mieli duszę do wszystkiego. Nie mieli kłopotów z rozruchem porannym, z szybszym wyjściem na trening. Gdy trzeba było o 3-4 w nocy wyjechać na zawody i o 10 rano wystartować, to nie narzekali, po prostu robili swoje. W sporcie zawodowym rzeczywiście ważny jest charakter, umiejętność pokonywania trudności, nie zważanie na kłody pod nogami oraz ciągła potrzeba ruchu. To ludzie, którzy podczas największego kryzysu na zawodach, atakują, bo wiedzą, że ich rywalom jest równie ciężko. Przełamują bariery oraz są systematyczni, wytrwali. Bo trzeba mieć świadomość, że forma nie przychodzi po pierwszym sezonie. Czasem potrzeba dziesięciu lat. Jeśli ktoś jest uparty, ma zdrowie, to sukces przyjdzie.

Druga sprawa to oczywiście trening, mądry trening.

Jak to jest z tym treningiem? Gdzie się kierować?

W latach 60-tych było tak, że każdy kto przychodził do klubu, to w nim trenował. Dostawał dres, rower. Na tysiąc przyjętych juniorów wychodził jeden dobry senior. Taki był przesiew.

Było jednak z kogo przesiewać.

To prawda. Obecnie nie ma tyle klubów, jeśli już, to prywatne. Często wiąże się to z trudnościami od strony finansowej. Rodzice wożą dziecko na zawody, płacą za ubiór, sprzęt. Muszą mieć więc świadomość, że tak jak rodzice muzyków, artystów, inżynierów, tak i rodzice sportowców muszą przygotować się na koszty z tym związane. Kolarze docierający do światowego poziomu nie narzekają na zarobki. To się zwraca.

A przeciętni?

Przeciętny musi zawczasu szukać alternatywnego źródła dochodu. Nie ma jednak wątpliwości, że przeżyje piękną, sportową przygodę.

Więcej o: