Trener Jerzy Skarżyński: "Nie podcinajmy dzieciom skrzydeł"

Ludzie dorośli biegają w miastach, w parkach, lasach. Czy ta sytuacja przekłada się na dziecięcą aktywność? O bieganiu dzieci i młodzieży rozmawiam z Jerzym Skarżyńskim -byłym zawodnikiem kadry narodowej, trenerem, autorem wielu biegowych publikacji.
Jak Pan sądzi, obecna młodzież chętnie biega?

Różnie. Współczesne dzieci są mniej wytrwałe, bardzo szybko się poddają. Trudno jest znaleźć młodego człowieka, który będzie realizował konsekwentnie plan treningowy. Jest wiele konkurencyjnych aktywności - telewizja, komputer. Dobre, wygodne warunki życiowe rozleniwiają.

Za moich czasów większość znajomych w szkole nie lubiła biegania, a tymczasem ci sami, ale dorośli już ludzie biorą udział w maratonach. Gdzie szukać winnych tego stanu rzeczy?

System nauki w wielu szkołach nie zachęcał wtedy do aktywności. Dzieci dostawały piłkę i grały. Bieganie też się wprowadzało, ale go nie uczyło Polegało to wyłącznie na zaliczeniu określonego dystansu i tyle. Wielu nauczycieli nie przykładało się do swoich lekcji, na szczęście powoli się to zmienia. Uczniowie nie mieli wyrabianych nawyków ruchu, nie widzieli sensu w tym, co kazano im robić. Obecnie jest moda na bieganie , ludzie dorośli zaczynają rozumieć, że bez aktywności nie będą w stanie zdrowo funkcjonować. Odkrywają bieganie jako sport dla siebie, bo jest ono dostępne prawie dla każdego. Ponadto obecnie jest taka łatwość uzyskania informacji dotyczących treningu biegowego, jakiej nigdy nie było. Wystarczy iść do księgarni lub włączyć komputer. To pomaga.

Czy biegający rodzic może zachęcić do biegania dziecko?

Oczywiście, a nawet powinien. Jednak pamiętajmy, że nie wolno nic robić na siłę. W sporcie nie chodzi o to, aby zmuszać, ale inspirować, zachęcać. Trzeba również pamiętać, że w każdym wieku to bieganie będzie trochę inaczej wyglądało. U przedszkolaka jest to naturalna forma ruchu, przeplatana z innymi aktywnościami. Im dziecko starsze, tym więcej jest samego biegania, ale w dalszym ciągu nie może to wyglądać tak, jak trening dorosłego. To rodzic ma biegać z dzieckiem, a nie dziecko z rodzicem. Dopingowanie na zasadzie "dasz radę", "wytrzymaj jeszcze trochę" "nie bądź mięczakiem" nie zmotywuje małego sportowca, a wręcz może go na długo zniechęcić do wspólnej aktywności. Z niewolnika nie będzie zawodnika.

Jak wprowadzać bieganie w dziecięce życie?

U maluchów bieganie jest elementem każdego dnia. W szkole zaczynają się schody, bo ten nawyk ruchu gdzieś zaczyna ginąć. Jeśli pragniemy wciągnąć dziecko w regularne bieganie, powinniśmy mu serwować marszobiegi a w dalszej kolejności swobodne truchty przeplatane żwawym bieganiem, czyli po prostu zabawy biegowe. Musimy też pamiętać, że trening nie może być monotonny. 10-11-latek nie jest jeszcze gotowy do tego, aby ćwiczyć wytrzymałość. W tym okresie ważna jest skoczność, szybkość, zwinność. Zatem bieganie musi być wtedy oferowane "przy okazji". Wraz z wiekiem możemy wydłużać dystanse. Dziecko 14-15-letnie już jest uformowane na tyle, że można pracować nad wytrzymałością. W tym wieku jest się już zdolnym do pokonywania nawet 5-8 km, ale w dalszym ciągu to bieganie opiera się na zabawach biegowych. Na tym etapie treningi wytrzymałościowe powinniśmy wprowadzać najwyżej jeden raz w tygodniu. Gimnazjalista bardzo szybko się rozwija, jego układ kostny i mięśniowy przechodzi bardzo dynamiczne zmiany, ale za to serce i płuca pozostają trochę z tyłu. Z drugiej strony jednak nie bójmy się tych dłuższych odcinków biegowych. Krótko mówiąc: wytrzymałość u nastolatka oczywiście można budować, ale nie z taką intensywnością jak u człowieka dorosłego.

Co się stanie, jeśli sytuacja się wymknie spod kontroli bo rodzic jest aż nadto ambitny?

Możemy wychować sobie bardzo szybkiego młodzika lub juniora, jednak czołowi maratończycy to ludzie w wieku 30 lat. Proszę sobie teraz wyobrazić sytuację, że dziecko będzie trzymało bardzo wysoki poziom przez 15-20 lat. To jest niemożliwe. Im szybciej wypalimy młodego zawodnika, tym krócej będzie mógł on cieszyć się sprawnością.

A ćwiczenia siłowe? Stosować?

Oczywiście. Właściwie w każdym wieku ważna jest praca nad siłą, a w wieku dziecięcym w szczególności. Nie chodzi tu wcale o podnoszenie ciężarów, ale poprawianie ogólnej sprawności. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko kontuzji, urazów spowodowanych dysfunkcjami ciała. Dobrze więc wprowadzać zabawy mające na celu wzmacnianie mięśni, a budowę wytrzymałości potraktować jako dodatek do wszystkiego.

Czy dziecko, które rozpoczyna przygodę z bieganiem powinno mieć odpowiednie buty, czy może wystarczą zwykłe trampki?

Trampki w ogóle nie są obuwiem sportowym. Jeśli już, to ten typ obuwia nadaje się na ćwiczenia w hali, natomiast do biegania dziecko powinno posiadać odpowiednie buty , które będą chroniły je przed urazami. Jako młodzieżowiec biegałem w trampkach, ale tylko dlatego, że nie mieliśmy nic innego. Teraz ta dostępność jest, więc należałoby z niej skorzystać.

Część rodziców zapisuje swoje dzieci do szkółki lekkoatletycznej. Warto?

Warto. Jeśli tylko jest taka możliwość, a dziecko ma chęć aby uczęszczać na zajęcia w szkółce, niech to robi. Tam będzie pod opieką trenera, który prawdopodobnie poprowadzi go jak należy, bez robienia krzywdy.

Nawet jeśli nie planujemy dla dziecka przyszłości sportowca?

To nie ma żadnego znaczenia, gdyż nie mamy pojęcia jak potoczy się jego przyszłość. Jeśli dziecko samo się garnie do biegania, jest to jego pasja, nie podcinajmy mu skrzydeł. Bieganie może być początkiem wielkiej przygody lub po prostu inwestycją w zdrowie poprzez wprowadzanie w życie nawyku ruszania się. Regularne ćwiczenia ogólnorozwojowe i bieganie usprawniają funkcjonowanie organizmu, wzmacniają go. Jeśli więc dziecko chce zająć się sportem, to nie powinniśmy mu zabraniać, a wręcz cieszyć się z takiego obrotu sprawy.

Tylko bieganie to teraz trudny kawałek chleba. Afrykańscy sportowcy są obecnie nie do pokonania i to oni zgarniają wielkie nagrody...

Dzieci raczej nie myślą tymi kategoriami. Liczy się pasja, radość, ruch. W czasach gdy biegałem wyczynowo, nie mogłem liczyć na wielkie pieniądze, ale trenowałem, bo posiadałem wielki głód biegania. Ponadto bieganie to nie tylko startowanie na największych, światowych imprezach. To mierzenie się z konkurencją na poziomie szkolnym, powiatowym, z czasem otwierają się drzwi do startu w Mistrzostwach Polski, Europy. To również motywuje.

Natomiast osoba, którą się inspirujemy, może być bardzo blisko dziecka. To może być trener, nauczyciel WF-u.

Pan biega od ponad 40 lat. Nie każdy jednak trener trzyma taką formę...

Jeśli człowiek, który uczy innych jak trenować, sam o siebie nie dba, to powinien zmienić zawód. Otyłość wśród osób związanych ze sportem nie powinna mieć miejsca. Szczególnie tyczy się to WF-istów, z którymi stykają się na co dzień uczniowie. Skąd dzieci mają czerpać wzór?

Rośnie też liczba otyłych dzieci.

Tak i to jest przerażające. Aktywizowanie dzieci, otyłych dzieci, powinno być obowiązkiem. One na początku może nie będą z tego zadowolone, jednak jeśli dorosły nie zadba zawczasu o formę nastolatka, to później będzie tylko gorzej. Tu nie chodzi tylko o wygląd, ale zdrowie, fizyczne i psychiczne. 14-15 latek powinien być już zdolny, aby przebiec 5 km. Maturzysta - 10 km. Nie chodzi tutaj o to, kto zrobi to lepiej, szybciej. Nie każdy musi być biegaczem, zróżnicowanie dyscyplin jest ogromne. Jednak umiejętność pokonania takiego dystansu świadczy, że ten młody człowiek jest sprawny i wytrzymały. Że jego płuca, serce są zdrowe i zdolne do wysiłku. Nieruchawa, gruba młodzież to otyłe społeczeństwo.

Niektórzy jednak sądzą, że nie są stworzeni do sportu...

To oczywiste. Ale "sportem" może być (prawie) codzienna porcja ćwiczeń rozciągających i wzmacniających. Wcale nie rozumiana jako sport, ale jako zestaw profilaktyki zdrowotnej, która ma zapewnić naszym mięśniom i części układów wewnętrznych (zwłaszcza wzmacniane jest serce z układem krwionośnym oraz układ oddechowy) zdrowe funkcjonowanie. No i najważniejsze - mało komu nie zależy na utrzymaniu właściwej masy ciała. Dowolna aktywność, która pomaga spalić nadmiar naszego tłuszczyku jest pożądana, nie tylko szeroko rozumiany sport, ale np. spacery, zwłaszcza te aktywne, ale też robienie zakupów czy sprzątanie mieszkania. Też można się zmęczyć, a o choćby minimalne zmęczenie właśnie chodzi. Najgorsza jest pozycja horyzontalna z pilotem od telewizora w ręku i chipsami w jej zasięgu. Oczywiście do nas należy decyzja, czy rozumiemy konieczność takich aktywności, czy mówimy sobie "Jakoś to będzie". Bo bez nich wcześniej lub później będzie źle.



Więcej o: