Narty dla dzieci. Nasz pierwszy raz z dzieckiem na nartach

Zimy za oknem brak, jednak wszyscy znajomi planują zimowy urlop z dziećmi, czas i na nas. Ale czy podołamy, czy my - amatorzy narciarstwa - nauczymy swoje maluchy dobrze? Czy raczej one naucza nas pokory i wydawania pieniędzy na kulki w automatach pod stokiem? Dzięki kilku poniższym poradom zimowy urlop z dzieckiem będzie nie tylko sezonowym obowiązkiem, ale i przyjemnością.
Więcej o narciarstwie dzieci przeczytasz na stronie Bandy Narciarskiej

Jak samemu ćwiczyć z dzieckiem na nartach

Podjęliśmy wcześniej decyzję, że sami nauczymy nasze dziecko jazdy na nartach, ponieważ potrafimy robić to dobrze, wiec co w tym trudnego? Po prostu jeździ za nami. To może się uda z czasem, ale najpierw trzeba zacząć od podstaw, gdzie dobrze zaplanowane i przygotowane szkolenie narciarskie to składowa wielu czynników, między innymi: techniki, koordynacji, samodzielności, odpowiedzialności i zabawy.

Naukę samodzielności zacznijmy od zaznajomienia się z własnym sprzętem (naklejka, napis, znaczek), samodzielnego ubierania się na stok (rękawiczki, kask, kurtka) oraz noszenia nart na krótkim dystansie. Trudniejsze elementy jak zapinanie butów, wpinanie do wiązań początkowo pozostanie wam, dorosłym. Pamiętajmy że zawsze uczymy dziecko zapinać i rozpinać narty na równym, płaskim terenie, w bezpiecznym miejscu, gdzie nie grozi nam kolizja ze zjeżdżającymi bądź hamującymi narciarzami.

Funkcja nauczyciela jazdy na nartach to odpowiedzialne stanowisko. Nauczyciel to przede wszystkim dający wskazówki, dokładny pokaz, dodający odwagi, dający poczucie bezpieczeństwa partner, często bohater dla malucha.

Kompetentny instruktor zna odpowiednie, różnorodne, łatwe do wykonania ćwiczenia, które w efekcie mają dać dziecku poczucie wiary w siebie i własne umiejętności. Budując pewność siebie takiego malucha pozbędziemy się głównego problemu początkujących, czyli "nie umiem, nie uda się, nie chcę".

Stąd dobry instruktor będzie miał nie tylko wiedzę i umiejętności, ale i plan ćwiczeń odpowiedni do każdego etapu szkolenia. Przekazywanie informacji z wykorzystaniem mimiki, gestów i odpowiedniej intonacji pomoże dotrzeć do wyobraźni dziecka. Wizualne, rozumowe i emocjonalne bodźce to składowa elementów wykorzystywanych w trakcie uczenia.

Dopasowane do wieku nazewnictwo i pokaz zbudują w dziecięcej wyobraźni skojarzenia. Nie powinniśmy do malucha mówić dużo, bo to właśnie jasne, konkretne i powtórzone nazwy mają sens szkoleniowy. To samo tyczy się pokazu techniki. Na początek łatwe, wyraźne i pojedyncze elementy. Powtórzeniowa metoda ma tutaj największe efekty.

Pracując z najmłodszymi musimy wykazać się ogromną inwencją twórczą. Trudne elementy techniczne nazywahmy zabawnie i zrozumiale. Wykorzystumy je w trakcie szkolenia często powtarzając słowo i pokazując zarazem. Jazda pługiem to "jazda trójkątami", "kawałek pizzy", czy "dzioby razem".

Narty równolegle nazwać można prościej "narty razem", "narty jak zapałki", "narty obok siebie". Na początek pokażmy dziecku gdzie jest góra i dół stoku, jak jest nisko i wysoko oraz gdzie jest prawa i lewa strona stoku. Słowa te będą się najczęściej powtarzały w trakcie pierwszego etapu szkolenia. 

Ja i mój maluch pierwszy raz na nartach

Posiadamy już mniejszą bądź większą wiedzę teoretyczną na temat szkolenia dzieci oraz olbrzymie chęci żeby adept w końcu ruszył. Przechodzimy więc do czynów.

Pierwszy etap to nauczenie dziecka poruszania się na nartach, przestępowania, podchodzenia, hamowania, zatrzymywania i samodzielnego wstawania. Zanim zacznie samodzielnie zjeżdżać musi zapoznać się z tymi elementami. Etap ten jest dość czasochłonny i nużący zarówno dla dziecka jak i instruktora, ale konieczny.

Postarajmy się, aby przekazywana wiedza była ciekawa i zabawna. Za każdym trudnym ćwiczeniem niech idzie kolejne wesołe i śmieszne. Unikniemy w ten sposób nudy i rozczarowań związanych z brakiem chęci do jazdy.

Bardzo ważnym elementem jest tutaj dobór odpowiedniego stoku. Niezbyt duży kąt nachylenia i równa pochyłość pozwoli dziecku na poczucie bezpieczeństwa. Łatwy stok zwiększy zatem motywację i przyspieszy proces nauczania.

Na takim stoku łatwiej jest również utrwalić dobre nawyki ruchowe. Zbyt wczesne wprowadzenie dziecka na strome stoki może spowolnić naukę i spowodować utrwalenie błędnych umiejętności narciarskich. W skrajnych przypadkach nawet wad postaw!

Aby uniknąć chaosu na starcie, postawmy malucha na płaskim odcinku i niech spróbuje samodzielnie przesuwać się po stoku. Pokażmy mu, jak iść, jak się obrócić, jak usiąść i wstać. Nie będzie to łatwe, więc dajmy mu czas na opanowanie tych umiejętności.

Uświadommy go, że każdy początkujący się wywraca i że podstawową zasadą narciarza jest uśmiech. Początkowo pokażmy mu jak wygląda pozycja płużna, używając do tego odpowiedniego nazewnictwa.

Początkowo dziecku nie uda się takiej pozycji utrzymać w trakcie jazdy, dlatego musimy jechać przed nim tyłem i trzymać dzioby jego nart razem. Piętki nart będą w naturalny sposób się łączyły. Powtarzajmy dziecku, że musi samodzielnie je utrzymać szeroko. Zatrzymujmy się i poprawiajmy pozycję, aż element utrwali się na tyle, że nasz smyk samodzielnie będzie w stanie utrzymywać pług.

W trakcie takiego ześlizgiwania pokażmy mu, jak zahamować pługiem poprzez rozsunięcie piętek nart, aż do zatrzymania. Jeżeli naszemy podopiecznemu uda się opanować hamowanie i zatrzymanie i nadal chce jeździć na nartach, możemy być z siebie dumni.

Ten element jest podstawą do dalszej nauki, a opanowanie go może trwać nawet kilka godzin albo dni spędzonych na stoku. W tym pierwszym etapie możemy pomóc sobie i dziecku pomocami dydaktycznymi takimi jak dzióbki -kątowniki utrzymujące dzioby nart razem. Dzięki nim narty się nie krzyżują i pozwalają na łatwiejsze utrzymywanie pługu.

Kolejną popularną pomocą naukową są szelki, dzięki którym można utrzymać dziecko przed sobą, kontrolując jego tempo jazdy i ewentualne wywrotki. Zarówno jedna i druga metoda są dobre, ale tylko w początkowym okresie szkolenia. Dążymy bowiem do tego żeby nasz maluch zjeżdżał samodzielnie i kontrolował własne ciało.

Dlatego nasz podopieczny musi samodzielnie wyczuć pozycję, która pozwoli mu utrzymać równowagę i panować nad sprzętem i prędkością. Używanie szelek, jak i kątowników na dłuższą metę spowoduje, że po ich zdjęciu maluch nie będzie wiedział, jak ma jechać oraz jak rozłożyć środek ciężkości.

Pierwsze kroki z rodzicem

Nasz podopieczny posiada już umiejętności jazdy pługiem, hamowania i przemieszczania się po stoku. Kolejny etap to utrwalenie posiadanych umiejętności poprzez samodzielne szaleństwa na stoku, zabawę i jazdę "góra-dół", aż będzie miał całkowite poczucie samodzielności i doskonałości w wykonywanych ruchach.

Podczas tego etapu będzie już na tyle sprawny i samodzielny, aby wykorzystać orczyk. Przy nauce jazdy orczykiem najbardziej pomocni są wyciągowi (oczywiście nie wszyscy, a ci niechętni potrafią skutecznie zrazić malucha do korzystania z wyciągu, więc obserwujmy i reagujmy!) i wytrwały rodzic dodający otuchy.

Kiedy nasz podopieczny posiądzie powyższe umiejętności, czas na poznanie kolejnego elementu techniki, jakim jest skręcanie. Opowiedzmy pokażmy dziecku, na czym polega dana czynność. Najlepiej jedźmy przed dzieckiem przodem do kierunku jazdy i wykonajmy kilka skrętów.

Często bez tłumaczenia i poznawania tajników dziecko samo powtórzy po nas dany ruch. Jednak, aby jego ruch miał poprawne podstawy, pokażmy, jak obciążyć dolna nartę w momencie wykonywania skrętu. Możemy do tego wykorzystać własne ciało, robiąc "odwrócony samolot" (ręka, w którą stronę skręcamy podniesiona do góry, drugą próbujemy dotknąć buta), przekładając ręce na dolne kolano, obciążając je.

Aby utrwalić dane elementy, wprowadźmy również technikę odciążenia i dociążenia nart. Przekładanie rąk z kolana na kolano, podnoszenie i opuszczanie rąk w trakcie jazdy pomogą w uzyskaniu takiego efektu.

Żeby nie zanudzić i zniechęcić dziecka, dobrze jest wprowadźmy elementy zabawowe, wykorzystując do tego rzeczy dostępne na stoku. Mogą to być chociażby śnieżki, szyszki, gałązki.

Możemy też skorzystać z pomocy naukowych jakimi są grzybki, tyczki, bojki czy kolanówki. Jeżeli nie posiadamy danego sprzętu, możemy wykonać go samodzielnie w domu, np. przepołowić piłeczki do tenisa i poukładać je na stoku tak, aby utworzyły slalom czy tor przeszkód.

Ważne, aby uzyskać efekt wymuszenia skrętu, odwracając uwagę od samego ćwiczenia. Takim sposobem szybciej zmobilizujemy dziecko do wykonania zadania. Taki najprostszy tor przeszkód może posiadać elementy slalomu, przejazdu "pod daszkiem", rozszerzania bądź łączenia nart. Wszystkie te elementy łatwiej i sprawniej wykonają dzieci w trakcie przejazdu po torze przeszkód. W wielu ośrodkach narciarskich istnieją zimowe ogródki dla najmłodszych.

Dążmy do tego, aby maluch wykonywał ruchy poprawnie i takie ruchy utrwalał. Pamiętajmy jednak, że jeżeli w pewnym momencie szkolenia opadniemy z sił i zniechęcimy do uczenia własnego dziecka, nie powinniśmy rezygnować z nauki w ogóle.

Skorzystajmy wówczas z pomocy instruktora. Może się okazać, że kilka lekcji z obcą osobą pomoże zdobyć umiejętność samodzielnej jazdy. Rodzic z rozstrojem nerwowym nie będzie dobrym nauczycielem, bo zabraknie mu cierpliwości.

*Ewa Silska

trener narciarstwa II klasy, studiowała turystykę na AWF w Warszawie i potem SGGW. Doświadczenie instruktorskie zdobywała w Towarzystwie Narciarskim, później w Warszawskim Klubie Narciarskim, gdzie pracowała od reaktywacji aż do 2011 (od roku 2008 współ prowadziła grupę przedszkola narciarskiego), kiedy razem z Frankiem Teodorczykiem założyła Bandę Narciarską. W lato pracuje w szkole kitesurfingowej Board&Kite na Campingu Małe Morze. Prywatnie mama dwóch córek: Hani (4 lata) i Marysi (2 lata)

FAQ dziecięcych nart

Więcej o: