Jak zabawa to... bieganie!

Co robi małe dziecko, jak już mocno stanie na nogi? Biega! I gdyby współczesny styl życia z czasem nie zabijał w nim tego nawyku, biegałoby dalej - mówi Krzysztof Orzeszek, nauczyciel wychowania fizycznego i instruktor lekkoatletyki

Margit Kossobudzka: Dzieci nie lubią biegać, słyszałam od jednego z nauczycieli WF. To je nudzi, nie mają motywacji, żeby robić kółka po szkolnym boisku. Traktują to jak karę za grzechy.


Wciąż są rodzice, którzy radzą swoim pociechom: „Nie biegaj, bo się spocisz”. Poza tym jest ogólny nacisk na rozwój umysłowy dziecka, o fizycznym się zapomina. A to tak nie działa. Potrzebne jest i zdrowe ciało, i zdrowy umysł.


A szkoła? Czy ona też nie powinna pilnować, by dzieci nie wyrastały na, przepraszam, niezdary?


Po każdych igrzyskach olimpijskich słyszymy, że za mało medali. A jak ma być, skoro dzieci, które powinny od małego wyrabiać sobie prawidłowe nawyki, są do 10. roku życia często zaniedbane fizycznie?


Co zrobić, by nie dopuścić do zaniku mięśni - oprócz tych służących do wciskania klawiszy komputera - u naszych pociech?


Oczywiście w wielu szkołach prowadzi się zajęcia pozalekcyjne, są Uczniowskie Kluby Sportowe, które dzięki dotacjom mają coraz ciekawszą ofertę dla uczniów. Warto z nich skorzystać. Bo klasyczne lekcje WF - choćby prowadzone najlepiej - zważywszy na obecny „rozwój” cywilizacyjny to za mało.


A jeśli ktoś chce zachęcić swoje dziecko do biegania, to od czego zacząć?


Pokłada pan wielką nadzieję w nowym pokoleniu biegających rodziców.


Jednak organizm dziecka ma inną fizjologię niż osoby dorosłej. Jak to przekłada się na bieganie?


Krzysztof Orzeszek: Nie zgadzam się z tym, że dzieci nie lubią biegania. Maluchy traktują bieganie jak coś najnormalniejszego na świecie. Trzeba raczej prosić je, żeby na chwilę usiadły. To dorośli i współczesny styl życia zabijają w dzieciach tę naturalną potrzebę.

 

A szkoła? Czy ona też nie powinna pilnować, by dzieci nie wyrastały na, przepraszam, niezdary?

Oczywiście, że powinna. Ale w klasach 1-3, czyli jak mówią nauczyciele, w złotym wieku rozwoju dzieci, nie ma osobnego nauczyciela od zajęć fizycznych. Prowadzą je ci sami pedagodzy, co zajęcia zintegrowane. Najczęściej nie są to specjaliści po AWF.

Czasami sprawę takich zajęć załatwia się basenem.


To nie jest zły pomysł, ale to za mało. Dzieci w czwartej klasie, gdy już przejdą w ręce nauczyciela WF nie tyle, że nie lubią biegać, one w ogóle mają złą kondycję. Z roku na rok jest gorzej. Dzieci mają słabe mięśnie lub są tzw. szczupłymi grubasami. To znaczy, że nie są grube, ale ich narządy wewnętrzne są otłuszczone. Nie mają siły, by ćwiczyć na drążku. Po prostu spadają. Nawet w dziedzinach, które w Polsce wciąż trzymają się mocno, jak piłka nożna, dzieci, które chodzą nawet na dodatkowe treningi, są w gorszej formie fizycznej niż maluchy kiedyś.


Nie zatrzymamy postępu, cyfryzacji. Komputer już na zawsze „będzie z nami”.

Wiele zależy od rodziców. Zawożą dzieci do szkoły samochodem, zawożą na zajęcia dodatkowe, przywożą do domu. Jedyny wysiłek fizyczny? Kilka kroków do auta i otwarcie drzwiczek. Trochę przesadzam, ale na pewno dzieci nie spędzają tyle czasu w ruchu, co kiedyś.


Ile powinny?

Tyle, żeby się zmęczyć, czyli co najmniej godzinę dziennie, i to najlepiej na powietrzu. Po każdych igrzyskach olimpijskich słyszymy, że za mało medali. A jak ma być, skoro dzieci, które powinny od małego wyrabiać sobie prawidłowe nawyki, są do 10. roku życia często zaniedbane fizycznie?

Co zrobić, by nie dopuścić do zaniku mięśni - oprócz tych służących do wciskania klawiszy komputera - u naszych pociech?

Maluch nie ma wytrzymałości maratończyka, spacery go nudzą, bo za mało się dzieje. Nie nadaje się więc na kompana do długich wędrówek. Wykorzystajmy to, że małe dziecko działa w systemie zrywowym, pobiega trochę i pada, szybko się regeneruje i już idzie skakać. Wystarczy więc pozwolić mu się wyszaleć. Najlepiej w zorganizowany sposób. Takie „szalone” zajęcia organizują różne placówki, np. warszawski AWF. Są, niestety, odpłatne. Dzieciaki mają w takich miejscach, dodajmy bezpiecznych, trampoliny, ścianki, różne inne przyrządy, na których mogą skakać, zjeżdżać, biegać pod okiem fachowców.

 

A jeśli ktoś chce zachęcić swoje dziecko do biegania, to od czego zacząć?

Można zabrać dzieci w plener, pojeździć razem na rowerze, pograć w piłkę, a potem pobiegać z nimi np. na 200 m. Bieganie w tym okresie nie jest odrębną jednostką treningową, ale formą zabawy ruchowej. W „trening lekkoatletyczny” należy wplatać elementy gier zespołowych. Najważniejsza jest systematyczność.

Pokłada pan wielką nadzieję w nowym pokoleniu biegających rodziców.

Liczę na to, że oni, sami aktywni, zachęcą swoje dzieci do ruchu. To już się dzieje - podczas zawodów biegowych dla dorosłych organizuje się mniejsze, specjalnie dla dzieci. Tak jak u nas, na Grand Prix Żoliborza. I dzieci doskonale się w tym odnajdują. A potem pokazują z dumą całej rodzinie wywalczony medal czy dyplom. Zachęcam organizatorów wszystkich imprez sportowych dla dorosłych, żeby działo się tak przy wszystkich masowych biegach dla dorosłych.

Jednak organizm dziecka ma inną fizjologię niż osoby dorosłej. Jak to przekłada się na bieganie?

Dlatego dzieci biegają na krótkich dystansach, nie powinny robić tego w upale czy innych niesprzyjających warunkach, muszą mieć też częstsze przerwy. Jeśli nie zabije się w nich naturalnej chęci do biegania, pewien procent z nich w przyszłości będzie czuł przyjemność z uprawiania akurat tego rodzaju sportu.

Więcej o: