Daj dziecku wolność! Rowerem do szkoły i przedszkola

Konrad Olgierd Muter
02.04.2015 13:56
A A A
Dziecko i jego rower

Dziecko i jego rower (fot. Shutterstock)

Jeżdżąc z dzieckiem w różne miejsca mamy do wyboru: albo zamknąć je w stalowej puszce, albo dać im odrobinę wolności i przy okazji zacząć kreować kulturę rowerową już w podstawówce, a nawet w przedszkolu!

Pięciolatka na ulicy

W przedszkolu?! Czy ktoś tu sugeruje, żeby dzieci do przedszkola wozić rowerem?! Oczywiście! Nie tylko wozić (to dobre dla maluchów), ale też towarzyszyć im, kiedy już zaczną jeździć same (podobno kiedy dziecko potrafi samodzielnie jeździć rowerem na dwóch kółkach, oznacza to, że osiągnęło tzw. gotowość szkolną - niech to podziała na waszą ambicję, drodzy ambitni rodzice współczesnych przedszkolaków!).

Moja córka do przedszkola przemieszcza się właśnie swoim własnym rowerem. Nie jest to daleko (nieco pond kilometr), ale po drodze mijamy dwie duże ulice, jedziemy też przez spory odcinek po jezdni (dziecko do lat 10 może poruszać się rowerem po chodniku, ale korzystajmy z okazji, jakie stwarzają małe osiedlowe ulice, by nawet dużo mniejsze dzieci przyzwyczajać już do bezpiecznych zachowań!).

Efekt jest taki, że przepisy ruchu drogowego moja córka zna na pewno nie gorzej niż przeciętny warszawski kierowca, wie kiedy się zatrzymać (nie muszę wrzeszczeć przed każdym skrzyżowaniem), gdzie jest prawa strona, co oznaczają znaki drogowe.

Inny efekt jest taki, że zaraz po tym, jak do przedszkola zaczęła przyjeżdżać moja córka, pojawiły się kolejne dzieci, które poruszają się w ten sposób, aż wreszcie dyrekcja sama z siebie zakupiła stojak rowerowy. Kiedy już był stojak, do roweru należało dokupić zapięcie i to był punkt zwrotny - mały rowerzysta, który dostaje u-lock staje się zupełnie dorosłym rowerzystą, dumnym ze swojego roweru i swojego u-locka.

Teraz naprawdę trzeba się będzie starać, by odebrać mu (lub jej) to poczucie dumy, dorosłości, samodzielności, ten podziw, z jakim patrzą na nią (lub na niego) koleżanki i koledzy - jeszcze bez rowerów (nie mówiąc o zapięciach rowerowych).

Autobus z napędem na 20 kół

Oczywiście nie każde dziecko jest od razu zdolne do samodzielnej jazdy. Może też być tak, że dziecko mogłoby pedałować samo, ale szkoła lub przedszkole są jednak za daleko. O różnych formach jazdy z dziećmi pisałem już w naszym serwisie.

Ciekawym pomysłem, dla nieco starszych już dzieci, jest też coś, co w Niemczech nazywa się elterntaxi (czyli rodzicielska taksówka) a jest po prostu tandemem z obniżonym tylnym siodłem.

Organizacja, która propaguje jazdę rowerem do szkoły, dostarcza na kilkudniową próbę elterntaxi rodzicom. Hasło akcji brzmi „Umsteigen, aufsteigen, Spass haben!”, czyli „Przesiądźcie się, wsiądźcie na rower i miejcie przyjemność”. Aufsteigen to również „awansować (np. do wyższej ligi)” i wydaje się, że ta gra słów jest w tym przypadku całkowicie zamierzona.

Akcja podobna do Elterntaxi przydałaby się na pewno również w Polsce, gdzie tak wielu znanych mi rodziców uważa, że odwożenie (nie mówiąc o samodzielnej jeździe) dziecka do szkoły jest niemożliwe. Z jazdą dziecka do szkoły jest dokładnie tak, jak z jazdą rowerem - zanim spróbujecie nie będziecie wiedzieli, jakie to proste, wygodne i przyjemne.

Jednak nawet bez elterntaxi można dokonać pierwszych prób w miarę bezpiecznych warunkach. Temu służy choćby bikebus - czyli grupowa jazda po zaplanowanej trasie (z wyznaczonymi miejscami, gdzie można dołączyć do grupy), pod nadzorem osoby, która zna trasę i instruuje uczestników w zakresie bezpieczeństwa (pisaliśmy kiedyś o bikebusach przy okazji strajku metra w Londynie). Szkolne Bikebusy mają jeszcze ten plus, że pozwalają się integrować rodzicom, którzy ewentualnie uczestniczą w takim przejeździe wraz z dziećmi.

Bez zbroi da się żyć

Czy jednak jazda rowerem do szkoły jest bezpieczna? Oczywiście poziom bezpieczeństwa drogowego w naszym kraju znacznie odbiega od tego w np. Holandii. Ale pamiętajmy o tym, że masowy ruch rowerowy w tym kraju zaczął dynamicznie rozwijać się w latach 60. i 70. właśnie jako odpowiedź na coraz większą liczbę wypadków z udziałem dzieci.

To właśnie drastyczne ograniczenie ruchu samochodowego w miastach i masowe przesiadki na rower sprawiły, że liczba śmiertelnych wypadków z udziałem dzieci spadła w Holandii w ciągu 30 lat ponad 20-krotnie.

Dlatego wysiadajmy z samochodu, wsiadajmy z dzieckiem na rower i uczmy je już od przedszkola, jak aktywnie i bezpiecznie uczestniczyć w ruchu drogowym (co wcale nie oznacza kasku i kamizelki, a raczej rozsądek, wiedzę i oczy dookoła głowy). Może ktoś uzna, że jesteśmy wyrodnymi rodzicami narażającymi na szwank życie i zdrowie dziecka. Ale tak naprawdę w ten sposób budujemy temu dziecku i jego rówieśnikom, fundamenty bezpiecznego miasta, w którym nie trzeba zamykać się w samochodowej zbroi, by przetrwać. Pojawiając się na ulicy z dzieciakiem jadącym rowerem uwrażliwiamy też innych uczestników ruchu na tych najsłabszych, ale przecież tak dzielnych i ambitnych.

Nie mówiąc już o tym, że jazda rowerem do szkoły może być najprzyjemniejszym momentem dnia. Zarówno dla dziecka jak i dla rodzica. Sprawdzone

Konrad Olgierd Muter

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX