Na rowerze w ciąży: Jak jeździć? Na co zwrócić uwagę?

Jazda na rowerze w czasie ciąży jest czymś normalnym w Danii czy Holandii, ale ciągle spotyka się z dużymi oporami w Polsce. Czy słusznie?

W Danii twierdzą, że jazda na rowerze w czasie ciąży jest dużo łatwiejsza niż chodzenie, odpręża plecy i zwiększa zasięg mobilności, dając jednocześnie trochę potrzebnej aktywności fizycznej, a w Polsce ciężarne rowerzystki są straszone wywrotkami i drganiami.

Zobacz też galerię kobiet w ciąży na blogu Copenhagen Cycle Chic.

Jaka jest prawda? O ciąży na rowerze opowie nam Katarzyna Romanik, która przejeździła na rowerze dwie ciąże, Magda Kopeć, która na rowerze spędziła 6 miesięcy swojej ostatniej ciąży i Ola Kopeć, która aktualnie jest w ciąży i jeździ na rowerze.

Adam Łaczek: Jeździłaś w ciąży na rowerze?

Katarzyna Romanik: Tak, jeździłam. Podczas pierwszej ciąży od poczęcia do wyznaczonego terminu porodu, podczas drugiej - tylko do 32. tygodnia ciąży i wyjątkowo raz w 39. tygodniu ciąży. Przerwa była spowodowana „naciskami społecznymi”, o których powiem później. W pierwszej ciąży przejechałam powyżej 2200 km na rowerze, podczas drugiej - nie wiem, przez długi czas nie miałam licznika.

Magda Kopeć: Tak. Nie mam licznika, mniej więcej 400-500km. Jeździłam na początku, zanim zapytałam lekarza prowadzącego, co o tym sądzi. Później były pewne ograniczenia. Zgodnie z zaleceniami jeździłam na krótkich dystansach (2-3 km) i nie sama, zawsze z kimś towarzyszącym, również na rowerze. Cały drugi trymestr poruszałam się właściwie wyłącznie na rowerze. Dla mnie korzystanie z roweru na co dzień jako środka lokomocji jest czymś normalnym, wręcz oczywistym, więc jazda w ciąży było naturalną kontynuacją.

Ola Kopeć: Jeździłam i jeżdżę - jestem aktualnie w połowie ciąży. Z racji początkowych problemów nie pracuję od początku ciąży, więc ilość pokonywanych kilometrów drastycznie spadła (przed ciążą było to ok. 20 km dziennie w drodze do i z pracy) zarówno z tego powodu, że nie jeżdżę codziennie do pracy, jak i ze względu na zalecenia lekarza, który zakazał mi większych wysiłków. Niemniej dużo wolnego czasu i łaskawa w tym roku pogoda pozwoliły mi również przez te pierwsze tygodnie poruszać się na krótkich trasach i tempem spacerowym.

A.Ł.: Są jakieś „techniczne aspekty” jazdy na rowerze w czasie ciąży, którymi warto się podzielić?

K.R.: Dla mnie rower jest podstawowym środkiem transportu od kilku lat. Jazda w czasie ciąży jest podobna do zwykłych przejazdów: z miejsca A do miejsca B. Wraz z rozwojem maluszka zmniejszają się jednak u mnie regularnie dystanse i prędkość - szybciej się męczę, a obijanie brzucha nogami rodzi dyskomfort (nawet ból). Z technicznych rzeczy: pomaga podniesienie kierownicy. Bardziej wyprostowana pozycja ułatwia oddychanie i zmniejsza nacisk nóg na brzuch. Jeśli chodzi o wsiadanie na rower, dużym ułatwieniem jest rama damska. Pewnie wygodniej jeździłoby się na rowerze poziomym, ale na razie takiego nie mam

M.K.: Trudno powiedzieć, to sprawa indywidualna. Każdy jeżdżący na co dzień na rowerze wie czego potrzebuje, co sprawia, ze jeździ mu się dobrze, bezpiecznie, przyjemnie. Podobnie w ciąży, to kwestia intuicji i samopoczucia. Na pewno warto mieć dobrze dobrane do wzrostu wysokość siodełka, kierownicy, długość ramy. W ciąży jest to jeszcze bardziej potrzebne, ułatwiające i umilające „rowerowanie”. No i zdecydowanie „damka” - to ze względu na brzuch Oczywiście, istotny był też wybór tras, którymi się poruszałam. Wybierałam ulice z mniejszym natężeniem ruchu, mimo, że przejazd zajmował mi kilka minut więcej.

O.K.: Sama dopiero zapoznaję się z tymi „aspektami”. Jeszcze nie mam brzucha. Na początku ciąży miałam typowe objawy ciążowe, np. lekkie mdłości, niemniej już przed ciążą przekonałam się, że na takie dolegliwości jazda na rowerze, skupienie myśli na czymś innym i powiew chłodnego powietrza nawet mi pomaga. Dodatkowo jeden z moich pierwszych rowerów holenderskich zakupiony dawno temu był wyposażony w siodełko ciążowe, przyzwyczaiłam się do niego na długo przed ciążą - siodełko takie podobno zmniejsza nacisk na kość spojenia łonowego. Nie jest co prawda ono niezbędne, ale na pewno ważne, żeby zadbać o jak najwygodniejsze dla siebie siodełko.

A.Ł.: Najfajniejsze i najtrudniejsze momenty w ciąży na rowerze?

K.R.: Trudne pytanie. Do roweru podchodzę pragmatycznie, czyli jadę nim „dokądś”. Bardzo rzadko zdarzają mi się wycieczki bez celu, dla samej przyjemności, dlatego rzadko oceniam jazdę pod tym kątem. Najbardziej lubię przejazdy spokojnymi trasami asfaltowymi pośród pięknych krajobrazów, w towarzystwie mojego męża, zanim jeszcze jestem zmęczona. „Ciążowe” wspomnienie z tej kategorii to wyjazd na wschód Polski kilka dni po poczęciu pierwszej córki. Przejechaliśmy tego dnia 180 km, pierwsze 100 km było wspaniałe. Tyle, że jego piękno było dla mnie związane z atrakcyjnością samej trasy - cieszyłaby mnie tak samo, gdybym nie była w ciąży. Na dobrą sprawę, nie była ona jeszcze potwierdzona - spodziewaliśmy się, że dziecko już jest, ale na „obiektywne” stwierdzenie musieliśmy jeszcze zaczekać.

Sytuacją bliższą i bardzo związaną z ciążą było niedawne podjechanie do sklepiku po kilkutygodniowej przerwie. Przez poprzednie tygodnie stosowałam się do „zaleceń i zakazów” udzielanych mi z wielu stron po upadku na rowerze w 32. tygodniu ciąży. W 39. tygodniu złamałam „zakaz”, bo perspektywa przejścia kolejny raz w ciągu kilkunastu dni ok. 2,5 km (tam i z powrotem) z kręgosłupem bolącym do tego stopnia, że chciało mi się płakać przy każdym kroku, wydała mi się męczarnią ponad siły. Wsiadłam na rower i żółwim tempem (ok. 13 km/h - to i tak szybciej niż bez roweru) przejechałam w interesujące mnie miejsce, ciesząc się po drodze, że kręgosłup prawie wcale nie boli. Było to jak przejście do lepszego świata po dniach udręki, gdy chodziłam załatwiać różne sprawy pieszo. Żałowałam wówczas, że przez tak długi czas stosowałam się do zakazu, który uważałam za niesłuszny.

Jeżeli chodzi o najtrudniejsze momenty na rowerze, zdecydowanie mogę do nich zaliczyć wspomniany upadek. Śpieszyłam się bardzo, ku mojej uciesze miałam wiatr w plecy, więc liczyłam na to, że zdążę na umówione spotkanie. Nie zwolniłam na zakręcie, który miał nachylenie do dołu, wilgotną nawierzchnię, żeliwną, wilgotną pokrywę, na tej pokrywie kilka rozmoczonych deszczem liści, po których niestety przejechałam. Spadłam z roweru, bardzo się przestraszyłam i w konsekwencji pojechałam karetką do szpitala, by sprawdzić, czy nie zrobiłam krzywdy dziecku. Na szczęście wszystkie badania wykazały, że nic się nie stało. Dla mnie było jasne, że przyczyną upadku było moje nieodpowiedzialne zachowanie - niedostosowanie prędkości do warunków jazdy - i że następnym razem nie mogę tak przestawiać priorytetów (szybkość ponad bezpieczeństwo). Z kolei większość moich znajomych i rodzina jednogłośnie twierdzili, że „winny jest rower”, a lekarz prowadzący oficjalnie zabronił mi jeździć do rozwiązania. Nie chciałam udowadniać światu, że pozjadałam wszystkie rozumy i dostosowałam się do „wyroku”.

Mniej dramatyczne trudności związane z jazdą na rowerze podczas ciąży to kopanie brzucha z już dużym dzieckiem (od połowy ciąży). Czasami samo obijanie nóg o brzuch tak mnie męczyło, że po kilku (6-8) kilometrach potrzebowałam kilkudziesięciu minut regeneracji.

M.K.: Nic szczególnego, to co zawsze, „najfajniejsza” jest wolność! Jadę gdzie chcę, kiedy chcę, w swoim tempie, mogę zatrzymać się praktycznie wszędzie. Niezależność od komunikacji miejskiej. Nie zauważyłam też żadnych szczególnych trudności. Sądzę, że standard jazdy po ulicach na rowerze nie zależy od bycia w ciąży.

O.K.: Hm, każdy moment jest najfajniejszy. Tak dużo jeździłam na rowerze przed ciążą, że jakiekolwiek ograniczenia są dla mnie trudne. Z jednej strony najchętniej jeździłbym tak jak wcześniej, z drugiej muszę jednak mieć teraz na szczególnej uwadze zalecenia mojego lekarza. I to jest najtrudniejsze.

A.Ł.: Ciąża/duży brzuch przeszkadza w jeździe na rowerze? Czy wręcz odwrotnie? Jeśli tak to od którego tygodnia ciąży u Ciebie przeszkadzał? Czy coś przeszkadzało/pomagało w 1 i 2 trymestrze?

K.R.: Duży brzuch rzeczywiście przeszkadza. Maleństwo puka od środka - dla mnie się to wiąże z lekkim bólem, a dociśnięcie go od zewnątrz sprawia, że mocniej czuję ucisk na macicę. Zmiana środka ciężkości utrudnia również wsiadanie na rower. Nie wiem, od którego tygodnia jest trudniej - to się pojawia stopniowo. W piątym miesiącu ciężej mi było jeździć niż w drugim. W ósmym ciężej niż w piątym Poza tym dużo łatwiej w ciąży (od samego początku) o zmęczenie i osłabienie koncentracji. Trzeba to brać pod uwagę jadąc gdziekolwiek. Z innej strony - w drugim trymestrze obserwowałam u siebie przypływ energii. Wtedy jeździło się bardzo dobrze.

M.K.: Pani doktor prowadząca moją ciążę w pierwszym trymestrze zaleciła ograniczyć jazdę jak wspominałam: krótko i zawsze pod opieką. Uzasadniała to możliwymi w tym czasie spadkami ciśnienia. Później cały drugi trymestr na rowerze - jeździłam do pracy i we wszystkich swoich sprawach, w tym na badania lekarskie, pobierania krwi, także na czczo. Po zakupy, na różne spotkania, wszędzie. Chociaż muszę przyznać, że na niedługich dystansach, powiedzmy do 6-7 km. Duży brzuch zaczął mi utrudniać jazdę w szóstym miesiącu. Wielkość brzucha to jedno, a trudności z oddychaniem ze względu na brzuch to drugie utrudnienie. Niechętnie, ale zeszłam z roweru i trzeci trymestr spędziłam używając komunikacji miejskiej, ech...

O.K.: Tak jak już wspomniałam, problem brzucha jeszcze mnie nie dotyczy. W pierwszym trymestrze ograniczał mnie jedynie zakaz większych wysiłków, a aktualnie odkąd spadł śnieg ogranicza mnie trochę pogoda, ze względu na śliską jezdnię i błoto pośniegowe na poboczu. Dlatego teraz jeżdżę głównie w weekendy i w towarzystwie innej osoby.

A.Ł.: Możesz się podzielić jakimiś najlepszymi radami dla ciężarnych rowerzystek?

K.R.: Myślę, że nie ma uniwersalnej rady dla każdej kobiety w ciąży czy dla każdego użytkownika roweru. To, na co bym zwróciła uwagę ze względu na własne doświadczenie, to: warto wybierać spokojne trasy ze względu na mniejszy stres (związany z hałasem, spalinami, kierowcami, którzy „muszą” trąbić), warto żeby były to trasy o równej nawierzchni (ja akurat nigdy nie lubiłam jazdy terenowej, a jazdę z podskakującym maluszkiem uważam za denerwującą) i nie za długie. Oczywiście nie podam limitu kilometrów, bo to zależy od dotychczasowych przyzwyczajeń oraz kondycji danego dnia. Na pewno nie warto zaczynać jazdy na rowerze w czasie ciąży. A jeśli wcześniej się jeździło, najczęściej nie trzeba zmieniać przyzwyczajeń. No, może zostawiać sobie większą rezerwę czasową na dojazd, a w razie potrzeby mieć awaryjny środek transportu (np.: nosić przy sobie bilet autobusowy). Gdy jedzie się z kimś, nieraz trzeba jasno zakomunikować, że lepiej zwolnić (oczywiście zanim pogorszy się samopoczucie). I normy dotyczące bezpieczeństwa - choć należy stosować zawsze - powinny być priorytetem szczególnie w czasie wożenia małego pasażera.

M.K.: Ostrożność? To chyba dzieje się naturalnie, Gdy jestem w ciąży uważam na siebie trochę bardziej, ale bez jakiejś obsesji. Wspominałam już, że wybierałam ulice z mniejszym natężeniem ruchu i nie jeździłam na dłuższych dystansach, Tyle.

O.K.: Nie czuję się na tyle doświadczona, aby udzielać rad. Chyba każdy musi jednak zdać się na swój rozsądek. Mogę jedynie powtórzyć radę, którą sama usłyszałam, że w ciąży jest bardzo istotne, aby kobieta nie ograniczała drastycznie swojej aktywności fizycznej (oczywiście jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań), bo to wcale nie ma dobrego wpływu na dziecko. Podczas ruchu mózg wydziela endorfiny, czyli hormon szczęścia, usuwa również z krwi hormony stresu, a nic chyba lepiej nie wpływa na dziecko niż zadowolona i odstresowana mama.

A.Ł.: Jak sobie radziłaś z kulturą strachu, która w Polsce każe nam wierzyć, że ulice są szalenie niebezpieczne dla zwykłych rowerzystów, a co dopiero dla rowerzystek w ciąży? Nie bałaś się? Co doradzisz innym kobietom, żeby pomóc zwalczyć im strach przed jazdą na rowerze po jezdni?

K.R.: Świadomość tej kultury długo mnie omijała. Moi znajomi byli od lat przyzwyczajeni, że dojeżdżam na uczelnię czy do pracy rowerem (ok. 20 km w jedną stronę), więc rzadko się spotykałam z komentarzami na ten temat. Gdy jeździłam w ciąży, nie wzbudzało to szczególnej sensacji. Rzeczywiście, co jakiś czas - zarówno w stanie błogosławionym, jak i wcześniej - słyszałam komentarze: nie boisz się tak jeździć po ulicach?, podziwiam cię lub przestrogi, jak bardzo niebezpiecznie jest jeździć na rowerze. Miałam odniesienie do własnego doświadczenia, dlatego nie patrzyłam na jazdę w kategoriach wyczynu. Przyzwyczajona byłam do wybierania tras najkrótszych - czyli nieraz jechałam drogą krajową. Nie dlatego, że chciałam się popisać, czy dlatego, że tak bardzo lubię hałas, tłok i spaliny, ale dlatego, że punktualność jest od dawna moją słabą stroną i nieraz potrzebowałam zyskać na czasie. Minusy ruchliwych tras traktowałam jako niedogodność, którą „trzeba przecierpieć”, a nie jako wielkie źródło zagrożenia. Dzięki aktywności mojego męża miałam też informacje dotyczące przyczyn wypadków z udziałem rowerzystów, dlatego mity dotyczące strasznego ryzykowania przez sam fakt wsiadania na rower w mieście mogłam odpowiednio zakwalifikować.

Z „kulturą strachu” miałam okazję się zetknąć po moim głupim upadku w ciąży. Dla mnie było oczywiste: zachowałam się nieodpowiedzialnie, trzeba zachowywać większą ostrożność. Wcale nie przeważył mnie brzuch, nie byłam roztargniona, lecz kierowałam się bezsensowną ideą, która przyświeca wielu kierowcom, że muszę jechać szybciej. Wniosek był prosty: pamiętać o tym, co jest ważniejsze. Uważać. Okazało się, że dla moich znajomych, rodziny, lekarzy wniosek był zupełnie inny: jazda na rowerze w ciąży musiała się tak skończyć. Najlepiej nie jeździć. Oto fragment e-maila od znajomej, z którą najpierw rozmawiałam osobiście, potem jeszcze za pośrednictwem poczty:To co napisałaś zupełnie do mnie nie przemawia i myślę, że gdybyś zrobiła sondę uliczną pt. Co sądzisz o kobiecie w 8 miesiącu ciąży, jeżdżącej na rowerze? to znaczna większość puknęłaby się w głowę. Takie są normy społeczne. Tak!!! to jest w Twoim przypadku sport ekstremalny. Zdziwiło mnie, że żadna z osób, która mi doradzała zaprzestania jazdy na rowerze, nie była skłonna do formułowania rad w stylu: skoro poślizgnęłaś się pod prysznicem, to lepiej zrezygnuj z kąpieli do rozwiązania; jeśli na drodze inne auto wjechało w tył twojego auta (to nie dotyczyło akurat mnie), to lepiej nie jeźdź samochodem, szczególnie gdy jesteś w ciąży. Doświadczyłam, że moje otoczenie jest przesiąknięte „myśleniem samochodowym” - nazywam tak postawę, która traktuje poruszanie się samochodem jako nieodłączny i niezastępowalny element życia. Pojawiły się głosy w stylu: mówię z perspektywy kierowcy - czy wiesz, jak trudno jest ominąć rowerzystę na drodze? Niezależnie od twoich umiejętności ktoś może w ciebie wjechać! No tak. Żeby oszczędzić stresu biednym kierowcom, powinnam się gdzieś schować. Oczywiście zderzenie samochodu z innym samochodem - najbardziej powszechne na drogach - nie wydaje się tak straszną perspektywą, żeby zrezygnować z „jedynego słusznego” środka transportu.

M.K.: Myślę, że jeżeli ktoś na co dzień jeździ na rowerze po „szalenie niebezpiecznych ulicach” to i w ciąży nie ulegnie „kulturze strachu”. Przecież ciąża nie jest odmiennym stanem umysłu...

O.K.: To jest trudne pytanie. Od razu nadmienię, że jestem typową rowerzystką miejską - 99% moich podróży rowerowych to podróże w ruchu miejskim, z racji nikłej infrastruktury rowerowej głównie ulicami. Muszę się przyznać, że mój pierwszy i jedyny wypadek na rowerze miałam na kilka dni przed tym, gdy ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym, więc pewnie powinnam się bać. Mam jednak świadomość, że nie ma reguły a tego typu niebezpieczeństwa mogą nas spotkać wszędzie. W przypadku mojego wypadku gdybym przechodziła na równoległym do jezdni przejściu dla pieszych czy jechała równolegle samochodem również do tego wypadku by doszło - na szczęście rower przejął większość siły uderzenia i skończyło się na kilku siniakach i tylnym kole do wymiany. Miałam kilka lat wcześniej wypadek samochodowy, zostałam kiedyś również jako pieszy przewrócona przez innego pieszego i tylko ten pieszy wypadek zakończył się jedynym jak na razie moim pobytem w szpitalu. Na rowerze miałam wbrew pozorom najmniej obrażeń. Zatem biorąc pod uwagę jedynie własne doświadczenia musiałabym albo zamknąć się całkowicie w domu i przestać w ogóle wychodzić, albo uznać, że jednak rower nie jest bardziej niebezpieczny niż inne formy transportu. A że nie lubię hodować w sobie traumy, dlatego kilka dni po opisanym wypadku jechałam już innym rowerem do pracy. Ważna jest także znajomość i stosowanie przepisów ruchu drogowego, która daje nam gwarancję że maksymalnie zadbaliśmy o bezpieczeństwo, nie tylko własne. Do tego nic nie działa lepiej niż praktyka, dzięki której nie czujemy się na drodze jak na obcym, nieznanym terytorium. Według mnie to głównie nieznajomość przepisów i brak praktyki sprawia, że uznajemy jazdę rowerem po mieście za coś nieprzewidywalnego i niebezpiecznego.

A.Ł.: Jak sobie radziłaś z pierwszym dzieckiem, w czasie gdy jeździłaś w ciąży z drugim? Fotelik czy przyczepka rowerowa do przewozu dzieci?

K.R.: Do przewozu córki używałam przyczepki. Nigdy nie jeździłam z fotelikiem. Spodziewam się, że byłoby to mniej wygodne (przypominają mi się czasy z podstawówki i wożenie innych dzieci na bagażniku) - tylne koło bardziej obciążone, inny środek ciężkości całego pojazdu. Za to przyczepka „dźwiga” ciężar swój i dziecka na oddzielnych kołach, lekko się toczy za rowerem. Poza tym zapewnia maluchowi ochronę przed deszczem, wiatrem, czy innymi niedogodnościami. Kiedy córka zasypiała, wiedziałam, że nie spadnie, czego pewnie bym się obawiała w przypadku korzystania z fotelika na bagażniku lub na ramie. Dodatkowo - siedzisko rowerowe jest dla starszych dzieci, przyczepkę można dostosować do maluszków, które jeszcze nawet nie siedzą (hamak do przewozu niemowląt lub fotelik samochodowy wpięty w przyczepkę). Poza tym przyczepka, którą łatwo można „przerobić” na wózek (zdjąć hak do roweru, założyć kółko lub kółka z przodu), jest bardzo praktyczna. Można w ten sposób pozałatwiać wiele spraw, nie budząc dziecka, które może zasnąć podczas przejażdżki.

M.K.: W naszej rodzinie zwykle starsze dziecko jeździło w foteliku na rowerze taty, a na co dzień poruszałyśmy się pieszo.

A.Ł.: Z jakimi reakcjami ludzi spotykałaś się jeżdżąc na rowerze w ciąży? Komentarze były raczej przychylne czy negatywne?

K.R.: Reakcje bywały różne. Część osób stwierdzała, że to musi być wygodne tak sobie czasem podjechać, część pytała, czy się nie boję. Gdy pracowałam w gimnazjum (21 km od domu), dojeżdżałam tam rowerem, lecz na miejscu prosiłam uczniów o pomoc we wniesieniu roweru po schodach do budynku, bo parkowałam w pomieszczeniu w szkole. Nie dowierzali, że rzeczywiście jestem w ciąży, skoro przyjechałam rowerem.

M.K.: Jadąc nie zwracałam na siebie uwagi. W pierwszym czy drugim trymestrze nie było zbyt wiele widać, czy jestem w ciąży, czy nie. Dopiero zsiadając z roweru, przypinając go wzbudzałam pewne poruszenie ale nigdy nie usłyszałam żadnego komentarza.

Natomiast w pracy... Większość współpracowników i uczniów (pracuję w szkole) zwykle nie mówi wprost, ale uważa mnie za oszołoma lub ja to cię podziwiam, że ty to na tym rowerze tak jeździsz, nieliczni mają rzeczywiście pozytywne podejście. Podobnie było w ciąży, chociaż punkt ciężkości się przesunął i nawet ci „pozytywni” uważali, że jednak przesadzam. Ale obyło się bez ostrych komentarzy, oni wiedzą, że dla mnie „rowerowość” to styl życia. Jeden pan woźny, sam jeżdżący rowerem przez cały rok, widząc mnie na/z rowerem zawsze powtarzał z uznaniem: dzielna dziewczyna.

O.K.: Wśród moich znajomych nie spotkałam się z negatywnymi komentarzami, chyba za bardzo przyzwyczaiłam ich do widoku mojej osoby na rowerze, żeby teraz ich to dziwiło. Właściwie więcej głosów zdziwienia usłyszałam od nich kiedy ograniczyłam ilość kilometrów. Przyznam szczerze, że nie wiem jak reagują osoby postronne, do dziwnych spojrzeń przyzwyczaiłam się na długo przed ciążą, bo w Polsce nadal rowerzysta na śniegu, mrozie, deszczu to trochę dziwny widok. Poza tym chyba jeszcze nie widać tak bardzo, że jestem ciężarna. Trochę a propos wcześniejszego pytania - mam przeczucie, że widoczny brzuch może łagodząco wpływać na zachowania innych uczestników ruchu.

A.Ł.: Spotkałaś się z jakimiś mitami o jeździe na rowerze w czasie ciąży? Spotkałem się z tym, że polscy ginekolodzy, czy portale ciążowe nawet wręcz z góry zakazują jazdy na rowerze, mimo, że np. w Danii robią dokładnie odwrotnie. Ja słyszałem m.in. o tym, że kobieta nie może jeździć ponieważ ciąża nie lubi wstrząsów (w domyśle rowerowych, bo te samochodowe pewnie nie są szkodliwe wg tych specjalistów). Inni mówią o tym, że kobieta w ciąży z powodu dużego brzucha może łatwo stracić równowagę i zlecieć z roweru (przesunięty środek ciężkości do przodu), albo ciąża na rowerze jedynie w 1 trymestrze.

K.R.: Na początku pierwszej ciąży zbierałam informacje na temat dopuszczalności jeżdżenia na rowerze. Czytałam różne poradniki, w nich najczęściej stykałam się z informacjami, że aktywność fizyczna jest wskazana przez cały okres ciąży, jeśli nie jest to ciąża zagrożona. Warto jedynie zrezygnować ze sportów ekstremalnych czy gier zespołowych ze względu na wstrząsy, potrącenia itp.

Pytanie o jazdę na rowerze zadałam oczywiście ginekologowi prowadzącemu ciążę, powiedział, że mogę jeździć, póki się dobrze czuję. Powinnam jednak unikać upadków, dlatego odradza jeżdżenie, gdy brzuch będzie duży. W drugiej ciąży nie zadałam ponownie pytania, lekarz wypowiedział się na ten temat przy okazji czytania karty ze szpitala po upadku. Zapytał to ty jeszcze jeździsz? Do 30. tygodnia, to może jeszcze, ale teraz do końca ciąży zrezygnuj z tej przyjemności. Spodziewam się, że gdyby nie okoliczności, nie usłyszałabym takiego zalecenia.

Ze „zlatywaniem” z roweru to moim zdaniem gruba przesada. Tak, środek ciężkości się zmienia. Jednak zmienia się stopniowo i kobieta uczy się funkcjonować z nowymi kształtami. To, co rzeczywiście utrudnia jazdę, to potrącanie brzucha nogami. I jeszcze naturalne osłabienie koncentracji - szczególnie w trzecim trymestrze. Unikanie wstrząsów łączy się więc przede wszystkim z wyborem w miarę równych tras i z braniem poprawki na koncentrację, czyli zachowywanie szczególnej ostrożności, by nie doprowadzić do upadku, czy potrącenia jakiegoś przedmiotu.

Traktowanie roweru jako szczególnie „wstrząsogennego” środka transportu jest moim zdaniem objawem „myślenia samochodowego”, obejmującego również lekarzy. Ja na przykład w samochodach często źle się czuję (mdłości), wstrząsy odczuwam, a niewiele jest publikowanych porad, by nie korzystać z samochodu. Właściwie nie zetknęłam się z ani jedną w tak radykalnej formie, jedynie ze wskazówkami typu: co dwie godziny zatrzymać samochód i pospacerować.

M.K.: Zdanie mojego ginekologa już przedstawiłam. Poglądów o „środku ciężkości” nie słyszałam. Wstrząsy? Jadąc spokojnie, powoli łatwo jest rowerem minąć właściwie każdą dziurę w jezdni. Natomiast o pierwszym trymestrze sama wiem, że jest szczególnie ważny (organogeneza), czasem, ze względów medycznych, trzeba wtedy mocno ograniczyć swoją aktywność, a nawet leżeć. Dlatego to raczej pierwszy trymestr wzięłabym „pod ochronę”. Spotkałam się z opiniami, że kobiety (w ciąży chyba tym bardziej) powinny jeździć na rowerze, ze względu na masaż szyjki macicy - dla łatwiejszego porodu.

O.K.: Póki co powoli rosnący brzuch mi nie przeszkadza. Co do kwesti w jakim trymestrze można, a w jakim nie - ja osobiście od zawsze słyszałam i czytałam, że to właśnie pierwszy trymestr jest najbardziej zagrożony poronieniem i sama niejako znalazłam tego potwierdzenie u swojego lekarza. Ale należy pamiętać, że jazda na rowerze nie musi być związana z jakimś dużym wysiłkiem, w końcu sami ustalamy zarówno tempo, jak i długość trasy. Poza tym w razie jakichkolwiek wątpliwości możemy zsiąść z roweru i go poprowadzić lub wrócić komunikacją miejską. Co do wstrząsów - sądzę, że więcej wytrzęsę swojego pasażera kiedy chodzę na spacer, jadę samochodem czy korzystam z komunikacji miejskiej.

A.Ł.: Na koniec: Dlaczego warto jeździć na rowerze w czasie ciąży? Jak przekonać do tego inne Polki?

K.R.: Może: dlaczego w ogóle warto jeździć na rowerze: bo to przyjemne, tanie, zdrowe, praktyczne... Dlaczego w czasie ciąży? Najpierw powtórzę: uważam, że w czasie ciąży warto tylko wtedy, jeśli wcześniej się jeździło. Myślę, że podejmowanie nowego rodzaju aktywności w odmiennym stanie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dlaczego warto kontynuować jeżdżenie w czasie ciąży? Bo można zachować wcześniejszą niezależność (np.: wobec korków na drodze, rozkładów komunikacji publicznej), dojechać w wiele miejsc bezpośrednio, podczas jazdy mieć chwilę relaksu lub czas na przemyślenia. Korzyści płynące z jazdy na rowerze podczas ciąży: dotlenienie organizmu, odciążenie kręgosłupa, zachowanie sprawności fizycznej do porodu. Nie wiem, jaki to miało związek z jazdą na rowerze, ale mój pierwszy poród trwał 5 godzin - podobno to nie jest dużo.

Jak przekonać Polki Nie wiem. Wydaje mi się, że w naszym kraju rower jawi się ciągle jako egzotyczny środek transportu dla fanów wysokiego ryzyka. Od siebie mogę powiedzieć, że może być zupełnie normalnym elementem kobiecego funkcjonowania. Wydaje mi się, że przekonywanie nie odniesie skutku, ale jestem pewna, że gdy panie wsiądą na rowery i się do nich przyzwyczają, same docenią ich zalety.

M.K.: Nic na siłę! Nie wsadzę na rower ciężarnej, która przed ciążą na co dzień nie jeździła rowerem. Trzeba raczej wyjaśniać, nie przekonywać! - tylko wyjaśniać, tłumaczyć kobietom w ciąży, które jeżdżą na rowerze, że jeżeli nie ma racjonalnych przeciwwskazań medycznych, to nie trzeba rezygnować z tej formy aktywności. Uważam, że zachowując zwyczajną ostrożność i rozsądek, jak zawsze, przestrzegając przepisów, warto jeździć, to przecież nie jest jakieś nadzwyczajne obciążenie dla mojego organizmu, to moja codzienność.

O.K.: Może warto po prostu przestać traktować ciążę, jako stan chorobowy. Wydaje mi się również, że gwałtowne pozbawienie swojego ciała codziennej aktywności może mieć niezbyt korzystny wpływ zarówno na fizyczność, jak i na psychikę kobiety - przecież nie ma nic lepszego niż mama sprawna, aktywna i zadowolona. A jeśli obawiają się jazdy po ulicach, to warto spróbować chociażby niespiesznych wycieczek po drogach rowerowych, mniej ruchliwych ulicach albo z osobą towarzyszącą. Kończąc: mam nadzieję, że będzie też jakiś artykuł na temat dziecka na rowerze od pierwszych miesięcy życia.

Adam Łaczek - autor bloga ibikekrakow.com

Inspiracja i pomoc przy ułożeniu listy pytań: Gosia Radkiewicz.

Więcej o: